|
|
Było sobie kiedyś Jazz Radio i znikło w okolicznościach wytłumaczalnych.
Fale eteru przejęła większa stacja Chilli Zet. Nagle sporo ciekawych audycji
straciło rację bytu, a ich prowadzący musieli pogodzić się z tym smutnym
faktem bez zapytania ich o zdanie.
Może gdyby ktoś się zapytał, to chętnie wzięliby udział w dyskusji nad
kwestią, czy możliwy jest dobry "chill out" przy muzyce jazzowej. Jacek
Korohoda wraz ze swoją najnowszą płytą mógłby być koronnym argumentem w tym
dyskursie.
Jacek Korohoda od prawie trzech dekad udziela się na polskiej scenie
jazzowej. Stanowił on mocny filar zespołów Jaszczury, Chwila Nieuwagi,
Projekt. Udzielał się również w Anawie Marka Grechuty. Okazuje się jednak,
że debiutancki album wydał dopiero teraz.
Inaugurujący płytę, tytułowy "Window to the Backyard" w pierwszych dźwiękach
dobitnie stanowi, że mamy do czynienia nie tylko ze wspaniałym debiutem, ale
jednym z ciekawszych projektów jazzowych roku 2010. Świetna, momentami
zaskakująca, profesjonalna, a zarazem lekka aranżacja utworów ustawia
niezwykle wysoko poprzeczkę w, jak niektórzy mogą sądzić, banalnej konwencji
smooth jazzu. Pod fasadą tej stylistyki kryje się jednak bardzo rozbudowana
warstwa harmoniczna. "Window to the Backyard" to płyta zarówno do
powierzchownego słuchania jak i do głębszej kontemplacji. W pierwszej
odsłonie ukazuje swoją lekkość, przystępność i eteryczność. W kolejnych
wyłania się nam obraz rozbudowanych pasaży instrumentów solowych,
utrzymanych po mistrzowsku w ryzach sekcji rytmicznej. Nawet proste (lecz
nie prostackie!) melodie przykuwają uwagę zmianami i stopniowaniem nastroju.
Dzięki temu przy wielokrotnym przesłuchiwaniu albumu ciągle odkrywa się nowe
szczegóły.
Właściciele stacji Chilii Zet powinni koniecznie zrewidować swoje rozumienie
pojęcia "chill out". Z pewnością mieści się w nim wiele gatunków muzycznych,
na czele z jazzem. Nie zmienia to faktu, że redaktorzy Jazz Radia musieli
swego czasu zejść do podziemia. I na nic zdały się petycje podpisane przez
radiowe autorytety, bo wyszło tak jak wyszło, a poszło o to samo. Argument w
postaci najnowszej płyty Jacka Korohody i tak wywołałby równie duży odzew,
co uderzenie grochem o ścianę. Cieszmy się jednak z tego co mamy, a wciąż
mamy muzykę, która jest najważniejsza. Tej w mistrzowskim wydaniu nie
brakuje na albumie "Window to the Backyard".
Kuba Chmiel |
|