Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Kaczmarczyk, Paweł Audiofeeling Band

Tytuł: Complexity In Simplicity

Wytwórnia: ACT

Numer katalogowy: ACT94842

Recenzował: Tomasz Handzlik www.gazetawyborcza.pl

 

 

 

 

Parę lat temu "Jazz Forum" okrzyknął go nową nadzieją polskiego jazzu. Potem przyszły zaproszenia na wielkie festiwale, nagrody, wreszcie pierwsza autorska płyta "Audiofeeling".

Teraz Kaczmarczyk zadebiutował w jednej z najsłynniejszych europejskich wytwórni płytowych ACT Music. I stanął w gronie takich gwiazd jak Lars Danielsson, Esbjörn Svensson, Leszek Możdżer czy Nils Landgren.

Po tragicznej śmierci pianisty Svenssona ACT szukało nowych twarzy. Kontynuatorów, lecz nie ślepo naśladujących jego styl artystów. Kaczmarczyk pisze muzykę utrzymującą się nurcie klasycznego jazzu, choć z olbrzymim ładunkiem współczesności. Czerpie z tradycji (Jarrett, Hancock, Garbarek), ale ma też uszy otwarte na najnowsze trendy jazzowej pianistyki (Svensson, Mehldau, Wasilewski). Daleki jest jednak od tworzenia kopii. To tylko punkt wyjścia dla twórczych poszukiwań, czym znakomicie wpisuje się w stylistykę niemieckiego wydawnictwa.

Wsłuchajmy się w utwór "Catch More Chicks". Z jednej strony odzywają się echa głównego nurtu, z drugiej - fantastyczny kolaż z elementami muzyki klubowej i energetycznego rocka. Kaczmarczyk próbuje też doświadczeń z brzmieniem. Mamy tu klasyczne, akustyczne tria (z nowoczesnym podejściem do formy), a za chwilę diametralną zmianę na kwintet czy septet z free-jazzowym i jazz-rockowym zacięciem. W tej różnorodności nie ma jednak mowy o niestrawnym i niespójnym przekładańcu. Kompozycje z "Complexity in Simplicity" łączy wspólna myśl, tak jakby jedna wypływała wprost z drugiej.

 


 

Rozmowa z Pawłem Kaczmarczykiem, pianistą jazzowym

Tomasz Handzlik: Jak to się stało, że zespół 25-letniego pianisty trafił do ACT Music?

Paweł Kaczmarczyk: Dużo szczęścia. W 2008 r. graliśmy na festiwalu Jazz Meeting w Berlinie. Po koncercie do garderoby przyszedł jakiś starszy pan. Powiedział, że bardzo mu się podoba nasza muzyka, że gratuluje udanego koncertu i czy nie chcielibyśmy wydać kolejnego albumu w jego wydawnictwie. Nie wiedziałem kim jest, bo nie dosłyszałem jego nazwiska ani nazwy wytwórni. Myślami byłem jeszcze na koncercie. Powiedziałem, że przygotowujemy się do kolejnego nagrania i pomyślimy o współpracy. I tak się pożegnaliśmy.

Potem, gdy spojrzałem na wizytówkę usiadłem z wrażenia. To był Siegfried Loch, producent i szef słynnej niemieckiej wytwórni ACT.

Krytycy porównują cię do Keitha Jarretta, ale ty chyba nie lubisz grać solo.

- Żeby zagrać solowy recital, trzeba umieć prowadzić dialog z samym sobą. I to na tyle energetyczny, żeby nie zanudzić publiczności. A to nie jest moja najmocniejsza strona. Do prawdziwej kreatywności stymuluje mnie granie w zespołach. I nie chodzi tu o rodzaj kompozycji, ale o tę chemię wspólnego spotkania. Bo muzyka musi być jak teatr. Otwarcie pierwszego aktu, zawiązanie akcji, drugi akt, kulminacja... Tak jak opowieść, musi mieć akcję dramatyczną.

Kto cię inspiruje?

- Raczej życiowe sytuacje, doświadczenia. Działa to też w drugą stronę - kiedy odkryję coś ważnego i ciekawego w muzyce, okazuje się, że w życiu jest bardzo podobnie.


Pamiętam twój występ na festiwalu Starzy i Młodzi, czyli Jazz w Krakowie. Byłeś chyba najmłodszym z jego uczestników.

- Nieświadomość to piękna rzecz. To naprawdę cudownie błogi stan. Masz większy zapał, bo mniej rzeczy cię razi. Nie zauważasz wielu błędów, jakie popełniasz. Miałem wtedy 16 lat. Słuchałem nagrań Joeya Calderazzo z Michaelem Breckerem i próbowałem wykonywać tę masę skomplikowanych kompozycji. Cieszyłem się, kiedy udało się je poskładać w całość. A jak już dobrnąłem do końca, to był wielki sukces. Mnie się podobało i ludziom się podobało, bo byłem bardzo młody i byłem traktowany ulgowo. Dzisiaj wykonanie takiego utworu to norma. Zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy. Po koncercie któryś ze słuchaczy powie, że koncert był wspaniały, ale ja go analizuję, doszukuję się błędów i niedociągnięć, bo wiem, że mogło być lepiej. Wyzwaniem jest też tworzenie własnej muzyki czy umiejętność sterowania emocjami słuchacza.

Muzyczne szarlataństwo.

- Nie, przecież to wiedza, którą wieki temu wykorzystywali klasyczni kompozytorzy.

Źródło: Gazeta Wyborcza

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.