|
|
Sensem swobodnej improwizacji w momencie jej narodzin w latach 60. XX wieku
była krytyka estetyczna, społeczna i polityczna, wyrażana przez artystyczny
nonkonformizm. Muzycy z kręgu «free improv» opowiadali się przeciwko
wszelkiej konwencji, która w ich oczach stanowiła formę opresji
artystycznej, lecz także przejaw określonej formacji światopoglądowej, a
nawet orientacji politycznej. Anarchizm muzyczny wyzwolić miał siły twórcze
i obudzić w człowieku niezależność. W takiej atmosferze grali m. in. Evan
Parker, Paul Rutherford, Barry Guy, Peter Kowald i Derek Bailey – papieże
coraz bardziej popularnej freely improvised music.
Brytyjski gitarzysta Derek Bailey jest w tym gronie postacią legendarną.
Zanim zajął się improwizacją, pracował jako muzyk studyjny, teatralny i
estradowy. W 1963 roku połączył swe siły z Tonym Oxleyem i Gavinem Brayarsem.
Ich wspólne pomysły wyznaczyły początki burzliwej ewolucji zakończonej
koncentracją na całkowicie swobodnej i abstrakcyjnej improwizacji. Dzieje
dalszej kariery Baileya dobrze znane są wszystkim amatorom tej sceny.
Dziesiątki nagranych płyt solowych oraz zespołowych; owocna współpraca z
takimi muzykami, jak Anthony Braxton, Evan Parker czy Carlos Bechegas.
Wspólne improwizacje z ostatnim z nich wydane zostały w 2002 roku przez
wytwórnię Numérica. Portugalski flecista i saksofonista Carlos Bechegas
zdobywał muzyczne doświadczenia jako klasycznie wykształcony wykonawca i
kompozytor, a także muzyk jazz-rockowy. Umiejętności improwizatorskie ma
rzeczywiście ogromne – swobodna improwizacja to w końcu test sprawności i
wirtuozerii muzyków. Bechegas piętrzy fletowe figuracje, karkołomne pasaże,
które kontrastują ze stonowaną gitarą Baileya. Niezwykle swobodnie porusza
się po arabeskowych przebiegach atonalnych, ani na moment nie popadając w
„idiomatyczne sidła”. Bailey też robi swoje, choć pozostaje w cieniu
partnera. Jego gitara wydaje rozmaite pomruki, gdzieniegdzie rysuje
dźwiękiem małe geometryczne figury. Całości smaku dodaje dyskretna
elektronika.
Rozumiejąc wolę nieskrępowanej ekspresji ponad wszelkimi regułami, odnoszę
jednocześnie wrażenie, że siła tej muzyki leży nie we wszechstronności
metody tworzenia poprzez improwizowanie, lecz przede wszystkim w
umiejętnościach wykonawców: jakość muzyki zależy od ich wyobraźni i
technicznej biegłości. Te w przypadku Dereka Baileya i Carlosa Bechegasa są
rzeczywiście imponujące, choć nie udaje im się niestety całkowicie uniknąć
pułapki swobodnej improwizacji, czyli po prostu monotonii. |
|