|
|
Wśród płyt jazzowych kategorię odrębną stanowią nagrania, które powstają pod
przewodnictwem perkusistów. Do historii przeszyły dokonania Jazz Messengers
Arta Blakey’a. W epoce fusion perkusja jazzowa przeszła znaczącą
metamorfozę; pod wpływem brzmień rockowych zaczęto coraz odważniej używać
stopy i kotłów. Z tego okresu pochodzi kilka bardzo ważnych płyt bębniarzy.
Po pierwsze wspomnieć należy o rewolucyjnych, wczesnych krążkach Lifetime
Tony’ego Williamsa, nagranych w trio z Johnem McLaughlinem na gitarze oraz
Larrym Youngiem na organach. Zespół ten, który proponował szalenie
dynamiczną i energetyczną muzykę, uznawany jest za pierwszą formację
jazzrockową. Po drugie wspomnieć należy o bardzo ciekawym albumie Spectrum
Billy Cobhama. Ten klasyczny album fusion, pełen oszałamiająco gęstych
partii perkusji, frapujących brzmień syntezatorów analogowych Jana Hammera,
oraz pełnych polotu i niekonwencjonalnych pomysłów brzmieniowych solówek
gitarowych Tommy’ego Bolina (późniejszego gitarzysty Deep Purple) wywarł,
ponad dwadzieścia lat po swoim wydaniu, wielki wpływ na formowanie się
stylistyki drum’n’bass. Pamiętać też należy o dokonaniach zespołów
prowadzonych przez takich muzyków, jak Ronald Shannon Jackson, czy Bobby
Previte.
Mimo istnienia znakomitych wzorców płyty sygnowane nazwiskami perkusistów są
jednak w przeważającej mierze mało interesujące. Zdarza się, że nagrania te
są tylko pretekstem do ukazania maestrii technicznej instrumentalistów.
Często szwankują kompozycje, a nawet dokonania klasyków, jak Williams czy
Cobham, prezentują – poza kilkoma wyjątkami – poziom zazwyczaj dość średni.
Przyczyn takiego stanu rzeczy doszukiwać się należy w dwóch czynnikach. Po
pierwsze, w nieharmonicznym charakterze instrumentów perkusyjnych. Z tego
powodu ci instrumentaliści mają niewielkie wyrobienie melodyczne, przez co
cierpi wyrobienie kompozycyjne. Po drugie – i to być może jest kwestia
kluczowa – bębniarze mogą spełniać się w roli sidemenów. Na każdym koncercie
będą mieli ‘swoje piętnaście minut’, podczas których żaden saksofonista czy
inny pianista nie będzie im przeszkadzał. Formuła współczesnego jazzu
pozostawia perkusiście miejsce do niemal bezustannych popisów, z którego
potrafią oni korzystać aż nadto chętnie, nierzadko ze szkodą dla brzmienia
zespołu.
Jim Black, jeden z czołowych bębniarzy młodszego pokolenia nowojorskiej
sceny muzyki improwizowanej, swoimi dokonaniami może przekonać wielu
sceptyków o wartości tego rodzaju krążków. Uznanie zdobył jako m.in.
perkusista znakomitego Tiny Bell Trio Dave’a Douglasa, tria Eskelin -
Parkins - Black, czy koncertowego wydania mahlerowskiego projektu Uri Caina.
Na pierwszej płycie sygnowanej własnym nazwiskiem łączy wiele inspiracji, by
w efekcie uzyskać bardzo ciekawą i spójną propozycję.
Podstawą muzyki AlasNoAxis jest oczywiście mocno osadzona sekcja rytmiczna.
Obok lidera współtworzy ją Skuli Sverisson na elektrycznym basie. Tworzą
zgrany, otwarty na eksperymenty (patrz subharmoniczna solówka Sverissona w
utworze ‘Luxuriante’), iinteresujący duet. Ich gra jest na tyle luźna, by
pozostawić miejsce na swobodę wypowiedzi pozostałym muzykom, a jednocześnie
na tyle charakterystyczna i szczególna, by stworzyć ramy wyrazistego
brzmienia grupy.
Głównym solistą jest klarnecista i saksofonista tenorowy Chris Speed. Jest
to muzyk mocno zainspirowany Coltrane’em. Jego zadbane i różnorodne
brzmienie, bogate umiejętności melodyczne oraz wyczucie na pomysły
partnerów, nadają muzyce AlasNoAxis odcień jazzowego wyrafinowania. Skład
grupy uzupełnia islandzki gitarzysta Hilmar Jensson, który z kolei wprowadza
element rockowej zadziorności, i skłonność do eksperymentów brzmieniowych a
la Hendrix. Jego partie znakomicie współbrzmią ze zdecydowanymi frazami
Speeda, dając w efekcie naturalne i interesujące połączenie.
Kompozycje nie są formalnie przesadnie wyrafinowane. To proste melodie,
nierzadko po prostu dwa czy trzy akordy, czy pomysłowy riff. Punkt ciężkości
spoczywa na znakomitym wykonaniu oraz bezpretensjonalności. Słychać
znakomite porozumienie muzyków i świadomość celu, do jakiego dążą. Jazz to
zasadniczo prosta muzyka, i Black akcentuje jej rozrywkowy, ludowy aspekt.
Nie jest to może jakieś wielkie osiągnięcie, o którym będą pamiętały
pokolenia. Ale być może jest to jedna z najznakomitszych próbek muzyki
charakterystycznej dla naszych czasów. |
|