Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Berne, Tim Paraphrase

Tytuł: Pre-emptive Denial

Wytwórnia: Screwgun

Numer katalogowy: 70016

Recenzował: Marcin Gokieli www.radio.com.pl

 

 

 

 

Są muzycy, po których kolejne propozycje sięgam niemalże odruchowo. Nie ma w ich przypadku ryzyka produkcji albumu słabego, niewartego słuchania. Język, jakiego się dopracowali, pozostawia szerokie pole działania. W jego obrębie mogą się mieścić elementy muzycznie różnorodne, niemniej nieodmiennie będą one najwyższej jakości.

Tim Berne jest niemalże podręcznikowym przykładem tego rodzaju artysty. Jego produkcje, jak choćby znakomite Shell Game, nie należą być może do najbardziej spektakularnych. Cechą charakterystyczną tej muzyki są długie, powoli rozwijające się utwory. Nie są one jakoś szczególnie efektowne: ich wartość docenia się zazwyczaj po kilkukrotnym przesłuchaniu. Brak w nich spektakularnych, skomplikowanych technicznie zagrywek. Pozostaje sama esencja muzyki improwizowanej: interakcja znakomitych indywidualności poprzez melodie, rytmy czy brzmienia.

Najnowsza płyta nowojorskiego saksofonisty – Pre-emptive Denial – stanowi kolejny element muzycznej układanki, którą systematycznie odsłania on przed nami. Sygnowana jest przez zespół Paraphrase – trio, w którym obok lidera uczestniczą Tom Rainey (perkusja), oraz basista Drew Gress. Wszyscy oni współpracowali ze sobą w wielu kontekstach (całą trójkę będziemy mieli prawdopodobnie okazję usłyszeć na koncercie Drew Gress 7 Black Butterflies w Katowicach, 17.01.2006). Od wielu lat Berne współpracuje z określonymi muzykami, nagrywając i koncertując w najróżniejszych konfiguracjach. Zdaje się to być integralnym elementem stylu artysty: dzięki bogatemu doświadczeniu muzycy rozwijają utwory w sposób swobodny, powoli przechodząc od pojedynczych współbrzmień czy fraz do skrajnie gwałtownych sekwencji.

Stwierdzić należy, że jakkolwiek poziom produkcji Berne'a jest wysoki i bardzo wyrównany, to ten najnowszy album należy do najbardziej udanych w jego karierze. Może trudno porównać ją do starszych nagrań w rodzaju Fractured Fairy Tales – pod koniec lat osiemdziesiątych znacznie istotniejszym elementem jego twórczości były bogato zaaranżowane kompozycje, podczas gdy obecnie skupia się on na improwizacji. Jego różne zespoły grają często te same tematy, prowadząc je nieodmiennie w całkowicie różnych kierunkach.

Na tym najnowszym albumie Berne poszedł krok dalej. Właściwie trudno tu wyróżnić kompozycje. Otrzymujemy dwa długie (ponad dwudziestominutowe), rozimprowizowane utwory. Melodie nie tyle stanowią ich oś, co raczej przewijają się w postaci mniej czy bardziej wyraźnej. Muzyka koncentruje się wokół wytwarzanych na bieżąco elementów brzmień czy nawarstwiających się rytmów. Członkowie zespołu słuchają się intensywnie, doprowadzając do skoncentrowania napięcia na poszczególnym elemencie muzyki, by w sposób płynny porzucić go i przejść do następnego.

Berne wyprodukował kolejną, znakomitą płytę. Niewątpliwie nie jest to muzyka łatwa. Trudno ją przyporządkować do jakiejś określonej kategorii, trudno wskazać na jakiś szczególnie imponujący fragment. Ale jako całość plasuje się na absolutnie najwyższym poziomie.

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.