|
|
Folk irlandzki stał się popularny w latach 60. za sprawą rocka. Zyskując
rzesze fanów grywały go takie legendarne irlandzkie zespoły, jak The Pogues
czy The Chieftains. Dziś o swych muzycznych korzeniach także przypominają
pierwszoligowi artyści irlandzcy: U2, Sinnead O’Connor, The Cranberries. Są
też tacy muzycy, jak irlandzki gitarzysta Luka Bloom, o których wie mało
kto. A szkoda; jego melodyjna, rytmiczna muzyka, poetyckie teksty i ciekawe
aranżacje zasługują na życzliwą uwagę.
Kim jest Luka Bloom? Irlandzkim kompozytorem, poetą, gitarzystą. Zżyty ze
sceną niemal od dziecka, zaczynał karierę bardzo wcześnie. Od 14 roku życia
jako autor piosenek i gitarzysta występował w zespole brata Christiego Moora.
Regularnie objeżdżali puby Irlandii i Wielkiej Brytanii. Mając dwadzieścia
kilka lat Bloom zdecydował się na karierę solową. Kilka lat spędził
objeżdżając wiele klubów muzycznych w Europie i Stanach Zjednoczonych.
Wieloletnie doświadczenie sceniczne, coś co można nazwać „obyciem z muzyką”,
pozwala artyście na dużą swobodę wykonawczą. Te cechy stały się największymi
zaletami płyty; znalazły się na niej nagrania studyjne, naturalna atmosfera
bardziej jednak przypomina koncert.
Luka Bloom to nie tylko gitarowy obieżyświat. To także bard i bajarz. Jego
teksty wzruszają, pobudzają wyobraźnię. Muzyka wprowadza słuchacza w stan
pogodnego rozmarzenia. Tak dzieje się na „Between the Mountain and the Moon”,
szóstej i najnowszej płycie artysty. Tym, co urzeka w jego twórczości od
pierwszego zasłuchania, jest połączenie świeżości uśmiechu nastolatka i
refleksji człowieka dojrzałego. Tekst to nie tylko słowa, to myśli i
uczucia.
Album zawiera w całości muzykę i teksty Blooma. Te pełne pozytywnej energii
kompozycje można w przybliżeniu określić jako połączenie rocka, piosenki
poetyckiej i irlandzkiego folkloru. Utwory mają charakter balladowy, choć
znalazł się tu też motyw popularnego szybkiego irlandzkiego tańca gigue.
Muzyka niepozbawiona jest odcienia celtyckiego smutku, zauważalnego w
twórczości wielu „wyspiarskich” artystów. Nie mogło też zabraknąć na niej
ludowych instrumentów irlandzkich: skrzypiec, gitary i mandoliny, akordeonu
i harmonii. Wysmakowane aranżacje sekcji smyczkowej i dętej dopełniają
brzmienia. W kilku utworach pojawiają się indyjskie instrumenty: darbouka i
bindir.
„Gabriel”, w którym Bloom zwraca się do anioła Gabriela, to chyba
najbardziej osobisty utwór na płycie. W piosence „Love is a Place I Dream of”
zadedykowanej Christinie Noble, Australijce, która poświęciła swe życie na
opiekę nad sierotami w Wietnamie, śpiew Blooma wzbogaca „syreni” wokal
Sinead O”Connor. Artyści pojawiają się także w duecie w „Moonslide”, utworze
momentami przypominającym niektóre produkcje Petera Gabriela. Prowadzenie
gitary kojarzy się za to z brzmieniem typowym dla Joni Mitchel. Album zamyka
„Hands of a Farmer”, nastrojowy pean na cześć Micho Russella, irlandzkiego
pieśniarza, który tak jak Bloom przemierzał kraj z gitarą.
Jeżeli ktoś znajdzie się kiedyś na koncercie Luki Blooma, niech da znać, jak
było. Tymczasem pozostaje nam posłuchać płyty, której klimatu nie da się w
pełni opisać słowami. Klimatu deszczu, wiatru, podróży, podczas której zza
mgły wyłaniają się zielone irlandzkie wzgórza, a na szczycie jednego z nich
- uśmiechnięty facet z gitarą. |
|