Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Jim Black AlasNoAxis

Tytuł: Dogs of Great Indifference

Wytwórnia: Winter & Winter

Numer katalogowy: 9101202

Recenzował: Andrzej Kalinowski

 

 

 

 

To już czwarty odcinek muzycznych dekonstrukcji granych przez Jima Blacka pod szyldem AlasNoAxis.
Podział 64. minut muzyki na 11 kompozycji jest dość umowny, zresztą aby wyodrębnić preferowane tematy i tak trzeba uprzednio wysłuchać płyty kilkakrotnie lub zaniechać po pierwszym, nawet pobieżnym, kontakcie. To bowiem jest muzyka operująca barwą i nastrojem, sprawy instrumentalne są jakby na drugim planie, co nie każdemu odpowiada.


Jaka zatem jest nowa płyta Jima Blacka?
Postaram się o tym w skrócie opowiedzieć:
 

W kącie słychać ciche i niepewne saksofonowe „kwilenie”, i nie jest to wesoła melodia, po chwili pojawiają się powolne i niskie dźwięki basówki oraz „krótko cięta”, rytmiczna funkcja elektrycznej gitary, jakby z oddali dochodzą do nas przytłumione odgłosy perkusji.
Dalej, ta minorowa melodia rozwija się już w pełniejsze tenorowe tony, wciąż jednak jest dość leniwie, a pozostałe instrumenty zespołu poszukują jak najbardziej sugestywnego nastroju. Ostatecznie to właśnie ten nastrój staje się właściwą muzyką.
Utwór kolejny, tytułowy „Dogs of great indifference”, zbliżony jest do estetyki Sonic Youth z późnych lat osiemdziesiątych.
Wszystko jest tu wyraziste i proste, a jazz jest tylko małym szczegółem związanym raczej z brzmieniem saksofonu niż z jakąkolwiek improwizacją. Melodia kompozycji nasuwa też pewne skojarzenia z muzyką skandynawską, a jeżeli mamy możliwość mocniejszego odkręcenia wzmacniacza, szybko zauważymy, że bardzo ciekawe rzeczy dzieją się na poziomie gitarowego akompaniamentu.
Nagle muzyka przyspiesza, pojawia się zdecydowany rockowy puls, Brzmi to trochę jak synteza brzmień zespołów: Primus i Pixies podszytych starym King Crimson.
Saksofon tenorowy gra teraz mocno w górnym rejestrze, jednak wciąż najważniejsza jest ta przeklęta i oniryczna melodia wydobywana z instrumentu przy minimalnej artykulacji.
Jim Black uruchamia wszystkie charakterystyczne dla swojej techniki patenty – słychać jego pogniecione i zdeformowane blachy, a kolejnymi uderzeniami w kotły i o randy perkusji gęsto akcentuje wszystkie wartości rytmiczne.
Muzyka stała się nowoczesna, nie ma już nic wspólnego z surowym „falowym rockiem”, i po raz pierwszy bliżej jej też do muzyki improwizowanej.
Coraz mocniej gra gitara. Za chwilę rozciąga się już na mocnym przesterze, ale nie jest to żadna rifowa sytuacja, a raczej potężna ściana dźwięku.
Ten dźwięk balansuje tak przez chwilę pomiędzy punkiem, a orkiestrową kodą współczesnej symfonicznej kompozycji.
Jeszcze więcej dziwnych i aktywnych dźwięków wydobywa z gitary Hilmar Jensson, a Black zdaje się zasiadać teraz za potężnym zestawem perkusyjnym.
Intrygująco jest już do końca, a po mocnym finale, wszystko po cichu powraca do kąta i na półkę z płytami.
Jeszcze jedna ważna uwaga - nowa muzyka Jima Blacka wymaga bardzo uważnego słuchania i ożywa wraz z czasem absolutnie jej podporządkowanym.
To była nieudolna próba opisania muzyki w języku znaczeń emocjonalnych, zaledwie wskazówka dla tych, co i tak swoje już wiedzą.
Trudno jest opowiadać o wartościach muzycznych - znacznie lepiej jest puścić płytę lub wybrać się na koncert.

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.