Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Baron’s, Joey Barondown

Tytuł: Crackshot

Wytwórnia: AVANT

Numer katalogowy: 59

Recenzował: Maciej Karłowski

 

 

 

 

 

Barondown to grupa, która nie może poszczycić się prawie żadną popularnością. Składa się ona z trzech artystów, z których jedynie Joey Baron jest gwiazdą. Ale cóż, skoro uczestniczyło się w Masadzie i innych projektach Johna Zorna (będącego postacią kultową), w projektach Billa Frisela i dziesiątek innych wielkich muzyków, to nie powinno to nikogo dziwić. W porównaniu z Baronem reszta zespołu to ludzie znikąd. Takim stwierdzeniem można się jednak narazić niewielkiemu, ale zdeklarowanemu gronu wielbicieli, ale w opinii statystycznego słuchacza nazwisko zarówno Ellery Eskellina - saksofon tenorowy, jak i Steve’a Swella - puzon, nie mówi zupełnie nic.

Tymczasem obydwaj panowie przewodzą własnym formacjom i mają za sobą nagrania autorskie. Pierwszy z nich dla włoskiej wytwórni Soul Note i szwajcarskiej Hat Art., drugi zaś dla elitarnej audiofilskiej wytwórni CIMP. Ich płyty są szanowane wśród międzynarodowej krytyki i, zapewniam solennie, jest to uznanie w pełni zasłużone.

Pomysł stworzenia tria, w którym tradycyjne instrumenty w tej konwencji, czyli kontrabas i fortepian zastąpione zostają saksofonem tenorowym i puzonem, może się Państwu wydać co najmniej niedorzeczny, a jeżeli nie, to na pewno wymierzony przeciw własnej karierze. Możliwe, ale odnoszę wrażenie, że nie z pobudek komercyjnych powstał ten zespół. Każdy z wymienionych artystów jest przede wszystkim skupiony na znalezieniu własnego muzycznego języka oraz takiego obszaru dźwiękowego, który pozwalałby tego języka jak najpełniej używać. Barondown zdaje się być doskonałym zespołem, aby zamiar ten mógł się urzeczywistnić.

W muzyce zawartej na „Crackshot” nie ma jednak przypadkowych dziwactw i silenia się na sztuczny intelektualizm. Proponuję spojrzeć na tę płytę inaczej, z perspektywy możliwości jakie daje taka koncepcja nie tylko improwizatorom, ale w ogóle wszystkim trzem muzykom. Nie ma tu instrumentu harmonicznego, nie ma też fundamentu basowego. Z jednej strony są to przeszkody, bo warto byłoby stworzyć iluzję jednego i drugiego, z drugiej z kolei ta nietypowa sytuacja pozwala muzykom wyplątać się ze stereotypów instrumentalnych, wyjść z własnej skóry i spróbować czegoś, czego standardowy puzonista, saksofonista i bębniarz na co dzień nie czynią. Aby temu sprostać, konieczny jest nie tylko wyborny warsztat, ale również wyobraźnia i muzykalność. Nie każdy drummer potrafiłby grać symulując istnienie kontrabasu, nie każdy puzonista i saksofonista poradzi sobie z iluzją harmonii. Na „Crackshot” zaś jest wszystko i jeszcze więcej. Są bowiem znakomite improwizacje, w których biorą udział wszyscy członkowie tria. Taki rodzaj grania jest wymagający nie tylko dla muzyków, ale także i dla słuchacza. Ujmę to w ten sposób: im większe jest osłuchanie i im bardziej otwarta wyobraźnia tym więcej radości przyniesie muzyka. Tak więc udział nasz został tu wkomponowany ściśle w koncepcję artystyczną.

Wspomniałem, że choć co chwila mamy tu coś nietypowego, to jednak udaje się uniknąć przeintelektualizowania. To prawda. Pomiędzy skomplikowanymi i odważnymi solami znajdziemy tu wiele czytelnych fraz, czasem bluesa, kiedy indziej atrakcyjny perkusyjny drive, zaś całość pomyślana jest logiczne niczym w pełni umotywowane muzycznie postępowanie.

Gorąco zachęcam do zmierzenia się z muzyką Barondown. Jeżeli nawet nie spodoba się, to pewnie dostarczy wielu intrygujących spostrzeżeń.

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.