|
|
Recenzje |
|
|||
|
|
|
|
|||
|
|
Arthur Blythe jest artystą dobrze znanym w kręgach jazzowych.
Wielu z Państwa z pewnością pamięta jego wspólne nagrania z Music
Revelation Ensemble Jamesa „Blood” Ulmera czy też z supergrupą
solistów znaną jako World Saxophone Quartet. Lista jego współpracowników
jest długa i nie czas wspominać ją w całości. Warto natomiast
wiedzieć, że od 20 roku życia prowadzi on swoje własne zespoły,
począwszy od pierwszych rhythm and bluesowych, skończywszy zaś na
projektach zdecydowanie awangardowych.
Niestety, katalogi oraz przewodniki płytowe nie oferują zbyt
wielkiego wyboru jego nagrań. Spowodowane jest to po pierwsze tym, że
materiały nagrane dla Columbii nie doczekały się swych kompaktowych
edycji, po drugie zaś nowo nagrywane płyty ukazują się nakładem
małych wytwórni, których możliwości dystrybucyjne są bardzo
ograniczone. W Polsce, choć tylko teoretycznie, dostępne są płyty
zrealizowane dla niemieckiej Enja Records, natomiast wszyscy, którzy
trafiają od czasu do czasu do Krakowa mogą także zaopatrzyć się w
jedną z pierwszych jego płytowych rejestracji, dokonaną dla India
Navigation pt. „In Concert”.
Recenzowana dzisiaj płyta niestety również nie należy do łatwych
do zdobycia. Wytwórnia, która ją zrealizowała - Clarity Recordings
- to najprawdopodobniej kolejna mała firma, jakich w USA jest pełno
i nie zdziwiłbym się gdyby produkty jej nie trafiały na europejski,
a co dopiero polski rynek. Niepowtarzalna okazja zdobycia jej pojawiła
się podczas tegorocznego festiwalu Molo Jazz Sopot, kiedy to bezpośrednio
po koncercie A. Blythe’a wystawiono na sprzedaż kilka egzemplarzy.
„Night Song” nagrana została w składzie przypominającym
ten z płyty „Hipmotism”. Usłyszymy więc Gusta Tsilisa na
wibrafonie, Boba Stewarta na tubie, Arto Tuncboyaciyana, Josha Jonesa,
Davida Fraziera na instrumentach perkusyjnych oraz Chico Freemana tym
razem na klarnecie basowym. Również dość podobnie brzmi muzyka.
Wyraźnie widoczne jest upodobanie A. Blythe’a do nietypowej, nawet
w jazzie, instrumentacji. Na szczęście nie jest to tylko pusta
ekstrawagancja. Artysta ten doskonale wie jak powinna brzmieć jego
muzyka i taki, a nie inny zestaw instrumentów nie jest przypadkowy.
Już samo zaangażowanie tuby daje ciekawe efekty. Instrument ten, choć
nie tak ruchliwy jak kontrabas, pozwala na znacznie bogatsze
operowanie dynamiką, a kiedy znajduje się w rękach B. Stewarta, będącego
także znakomitym improwizatorem, potrafi wnieść do muzyki wiele
dobrego.
Pomimo
że kompozycje zawarte na płycie nie są ani w szczególny sposób
skomplikowane, ani nie niosą ze sobą nowatorskich koncepcji, to wrażenie
obcowania z propozycją ze wszech miar oryginalną pozostaje nawet po
kilkakrotnym przesłuchaniu. W większości są to utwory A.
Blythe’a o charakterze klasycznych standardów jazzowych
wzbogaconych niekiedy o elementy kubańskie i afrykańskie. Tak więc
nic szczególnego, a jednak pomysłowa instrumentacja i bajeczny
potencjał improwizatorski poszczególnych muzyków czyni z „Night
Song” propozycję nie do odrzucenia. Bezsprzeczne walory artystyczne tej płyty idą w parze z techniczną jakością. Na okładce zamieszczona jest nawet informacja, że całość nagrano przy pomocy dwóch mikrofonów i zbalansowano w sposób naturalny bez udziału wszelkich studyjnych akcesoriów. Wypada uwierzyć tym bardziej, że rzeczywiście całość brzmi znakomicie. Gdy dodamy do tego jeszcze możliwość odtwarzania w systemie HDCD to do audiofilskiej pełni szczęścia nie zabraknie już chyba niczego. |
|
|||
|
|
|
|