|
|
Recenzje |
|
|||
|
|
|
|
|||
|
|
Pani Jane Ira Bloom nie należy do grona muzyków cieszących
się u nas nazbyt wielką popularnością. W USA jednak postrzegana
jest jako jeden z największych ekspertów w dziedzinie kompozycji i
improwizacji jazzowej na saksofon sopranowy. Muzyczne szlify zdobyła
w Berklee College of Music. Dalej była współpraca z awangardzistami
jak Braxton, Lewis, a przede wszystkim Anthony Davis. To spotkanie
okazało się bardzo brzemienne w skutkach. Spowodowało bowiem jej
nieustanne zainteresowanie tym co w muzyce nowe czy nie odkryte. Jak
sama dzisiaj mówi jej sztuka to próba oswojenia publiczności z
muzyką awangardową. Nie ulegajcie jednak Państwo panice. Nie ma tu
pisków zgrzytów i hałasu, które to niesłusznie zresztą najczęściej
kojarzony są z awangardą. Od lat J.I Bloom nagrywa w klasycznych
jazzowych małych combach jak kwartet czy kwintet. Wśród jej współpracowników
są tacy artyści jak perkusista Bobby Previte, kontrabasista Mark
Dresser i pianista Fred Hersch, na omawianej płycie zastąpiony przez
Vincenta Bourgeyx’a. Nie znajdziemy więc tu ekstatycznych w
rozumieniu free jazzu improwizacji, których nie krepują żadne
kompozytorskie czy estetyczne ramy.
J.I.
Bloom, o czym zresztą pisałem już w poprzednich recenzjach jej płyt,
to niekwestionowany ekspert w dziedzinie saksofonu sopranowego. Jej
wiedza, erudycja muzyczna i swoboda w konstruowaniu wątków
narracyjnych jest wprost porażająca, ale wymaga też od słuchacza
nieco biegłości i osłuchania w jazzowej materii. Kiedy jej
zabraknie możliwym staje się dostrzeżenie zaledwie ułamka zdarzeń
wypełniających muzykę Bloom. Zarówno w warstwie harmonicznej jak i
improwizatorskiej, ale również i w samej budowie kompozycji Bloom
prezentuje rodzaj wiedzy głębokiej, imponującej rozmiarami, ale nie
efektownej. Każe słuchaczowi przypatrywać się swoim utworom i
dyspozycji instrumentalnej na wiele różnych sposobów. Unika łatwych
rozwiązań, choć także daleka jest od rozwiązań radykalnych.
Nasyca kunsztowną formułę swych utworów niezwykle precyzyjnie
kontrolowanym, łatwo rozpoznawalnym dźwiękiem (słychać inspirację
grą W. Shortera) oraz improwizacjami raz to porywistymi, kiedy
indziej intelektualnie błyskotliwymi, nade wszystko jednak rozwijającymi
się według wewnętrznej logiki poszczególnych kompozycji. To miłe
już od tylu lat słyszeć tę wspaniałą artystkę w tak dobrej
dyspozycji. |
|
|||
|
|
|
|