Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Berne, Tim Paraphrase

Tytuł: Visitationrites

Wytwórnia: Screwgun

Numer katalogowy: 70002

Recenzował: Maciej Karłowski

 

 

 

 

Tim Berne to amerykański saksofonista altowy i barytonowy. Rodzaj muzycznych poszukiwań, na jakie się zdecydował, przekreślił jego szanse na zdobycie większej popularności. Otóż urodzony w 1954 r. w Syracuse Berne postanowił zająć się jazzem nowoczesnym, czerpiącym zarówno z tradycji czarnoskórych mistrzów free, jak np. Ornette Coleman, jak też z dokonań młodszej fali poszukiwaczy nowych form muzycznego wyrazu skupionych wokół Johna Zorna. W oparciu o doświadczenia poprzedników, Berne rozwinął własną koncepcję muzyki, oryginalne brzmienie i altu i barytonu, które konsekwentnie realizuje.

Na jakiś czas zniknął z oczu. Dziś wiadomo, że powodem tego były niecałkiem miłe perypetie z wydawcami. Bez wdawania się w szczegóły, wniosek z tego płynie taki: jeżeli chcesz mieć pełną kontrolę nad swoją muzyką i nie chcesz być poddawany naciskom producentów i managerów to… sam załóż firmę płytową. Tak też uczynił Berne.

„Visitationrites” jest drugą płytą, jaka została wydana przez Berne’a w Screwgun. Muzyka, którą proponuje, to coś, czego w jego dyskografii raczej nie było, albo też na odwrót, jest to żywe ucieleśnienie wcześniej podejmowanych poszukiwań. Rzecz w tym, że dotychczas sporo jego uwagi zajmowała kompozycja oraz takie konstruowanie improwizacji, aby nie była ona dodatkiem do utworu, ale logicznie wynikała z jego układu. Omawiana płyta natomiast wydaje się być w pełni spontaniczną ekspozycją zupełnie niezwykłej wyobraźni lidera i towarzyszących mu: Drew Gressa - kontrabas i Toma Raineya - perkusja. Można zapytać, gdzie tu miejsce na komponowanie, nie ma tematów, a jeżeli nawet te nieliczne strzępy na chwilę pojawiających się melodii za takowe uznamy to i tak nic z tego nie wynika, bowiem za kilkanaście sekund rozpadną się one w bardzo swobodnej, chwilami kolektywnej improwizacji. Można jednak na dzisiejszą muzykę Berne’a spojrzeć zupełnie inaczej. Oto mamy trzech ludzi, każdy o wspaniałym warsztacie i pełnej świadomości czym jest jazz, improwizujących nie w oparciu o tematy, tak jest o wiele prościej, ale poszukujących tematu. Każdy wsłuchuje się w grę pozostałych i wspólnie z nimi dochodzi do miejsc, o których być może wcale nie myślał. Tak naprawdę jednak nieważne jest tu to czy 20 minut intensywnej gry doprowadzi do powstania czegoś, co można nazwać tematem czy nie. O wiele bardziej liczy się wspólny przekaz energii i to, co dzieje się po drodze. Czyż więc zapis takiego procesu nie może być uznany za powstanie nowej kompozycji i czy improwizacja nie jest w takim wypadku integralną, w pełni logiczną i naturalnie wpisaną w jej układ częścią?

„Visitationrites”, jak by o niej nie myśleć, jest najodważniejszą płytą Berne’a jaką słyszałem. Brzmi ona bardzo surowo nie tylko pod względem mocy artystycznej wypowiedzi, ale również i ze względu na robotę reżyserską. Jest ona całkowicie pozbawiona studyjnych retuszy, dzięki czemu daje możliwość usłyszenia jak brzmi kontrabas, saksofon barytonowy i perkusja w konkretnym pomieszczeniu, jakie powinny być proporcje między poszczególnymi instrumentami. Na tę wiedzę jednak trzeba trochę cierpliwości i funduszy. Dotychczas chyba żaden sklep nie może pochwalić się tą płytą w swojej ofercie, a jeżeli już może ją sprowadzić to każe sobie słono zapłacić. Moim zdaniem jednak warto.

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.