Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Berne, Tim / Formanek, Michael

Tytuł: Ornery People

Wytwórnia: Little Brother

Numer katalogowy: lb 013

Recenzował: Maciej Karłowski

 

 

 

 

Jakże niewiele czasu upłynęło od pierwszych recenzji płyt nowej, niezależnej i bardzo małej amerykańskiej firmy Screwgun, a już mamy w Polsce oficjalnego jej dystrybutora. Otwiera się więc możliwość poznania całości artystycznej propozycji firmy. Jak na razie nie jest to lista imponująca, ale kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że pierwsza płyta ukazała się w ubiegłym roku, to aktualny wynik może robić wrażenie. Jak wiadomo, założycielem Screwgun jest saksofonista altowy i barytonowy Tim Berne, on też stanowi jedyną instancję jeżeli chodzi o dobór nagrywanego repertuaru. Nie jest tajemnicą, że założenie tej firmy to coś w rodzaju zbudowania ambony dla głoszenia własnej, nie skrępowanej niczym wizji muzyki improwizowanej. Najczęściej wydawane są tu płyty albo sygnowane nazwiskiem założyciela, albo takie, w nagraniu których brał on udział, albo wreszcie te, które uznał za warte publikacji.

Dzisiaj mamy do czynienia z płytą wydaną przez firmę bardzo ściśle związaną ze Screwgun i z prezentowanymi przez nią założeniami. Nawet graficzne opracowanie płyty sugeruje ów związek. Firma nosi nazwę Little Brother Records, zaś prezentowana płyta to „Ornery People” duetu Tima Berne’a i kontrabasisty Michaela Formanka. Jest to pozycja będąca konsekwencją przyjętej na początku zasady prezentowania muzyki improwizowanej granej na żywo, to znaczy nie na zasadzie studyjnych nakładek czy reżyserskich remiksów. To, co słyszymy, to zapis spotkania dwóch artystów, którzy w bardzo ogólny sposób określili cel swojego spotkania i na miejscu kreują muzyczną przestrzeń. Stosunek tego, co zaplanowane do tego, co powstaje pod wpływem chwili jest zdecydowanie korzystny dla nieskrępowanej wypowiedzi. Słyszymy więc muzykę szalenie spontaniczną, zaskakującą, która nawet przy wielokrotnym słuchaniu potrafi zaskoczyć nowym współbrzmieniem, nie znaną wcześniej interakcją czy rozwiązaniem. Spotkali się tu artyści stanowiący czołówkę sceny amerykańskiej. Gdzie i z kim grali wyliczyć nie sposób, ale dla miłośników nowoczesnego jazzu nazwiska te to absolutna elita. Są oni wspaniałymi muzykami i to nie tylko pod względem przygotowania warsztatowego. To, co przynajmniej mnie szczególnie porusza w ich muzyce to wyobraźnia, muzykalność oraz odwaga w wypowiadaniu muzycznych myśli.

Jak to zwykle w przypadku ostatnich dokonań Berne’a bywa nie należą one do propozycji komfortowych w odsłuchu. Cóż jest to cena za autentyzm artystycznego przekazu. Improwizacje, zresztą porywające, prowadzą od czasu do czasu do takich natężeń dźwiękowych, które mogą niektórych odstraszać, ale kiedy śledzi się uważnie rozwój akcji miedzy obydwoma muzykami jasnym staje się, że nie ma tu mowy o muzycznym oszustwie. Kiedy napięcie rośnie to czasem może w swej kulminacji przybierać formy niewygodne w odsłuchu.

Przy którymś przesłuchaniu tej w moim odczuciu bardzo pięknej płyty spostrzegłem, że być może nie całkiem pozbawione sensu jest kojarzenietej muzyki z tą, którą proponował kiedyś nieodżałowany Julius Hemphill w duetach z Abdulem Waduem. Nie dzieje się to na poziomie brzmienia całości, ale w kategoriach wyczuwalnego moim zdaniem pokrewieństwa dusz obydwu artystów.

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.