|
|
Recenzje |
|
|||
|
|
|
|
|||
|
|
„Discretion” to kolejna płyta Berne’a wydana dla
Screwgun Records. Do jej nagrania zaproszeni zostali stali współpracownicy,
występujący z Berne’m w Bloodcount od wielu lat. Skład tego zespołu
jest bardzo stabilny: lider - saksofony altowy i barytonowy, Chris
Speed - saksofon sopranowy, klarnety, Michael Formanek - kontrabas
oraz Jim Black - perkusja (od czasu do czasu występuje z nimi
znakomity francuski gitarzysta Marc Ducret).
Nietrudno się domyśleć, że muzyka na tej
płycie odbiega od tego, co mogliśmy usłyszeć na omawianej wcześniej.
Po pierwsze mamy tu kwartet, nie ma fortepianu ani nic, co by mogło
ciążyć na solistach, zwłaszcza, że i sekcja rytmiczna nie pracuje tu
jak w klasycznym kwartecie.
Z jednej strony panuje spora swoboda.
Jest ona od zawsze wpisana w dokonania Berne’a. Muzycy mogą sobie
pozwolić na odważne zagrania, niemniej jednak pojawienie się drugiego
solisty pociągnęło za sobą większe uporządkowanie wewnątrz
poszczególnych utworów. Chris Speed ma bardzo piękny ton zarówno na
klarnecie, jak i na saksofonach, jest szalenie muzykalny, toteż od
strony brzmieniowej całość staje się o wiele bardziej wyrafinowana.
Więcej jest elementów zaaranżowanych, oczywiście nie w znaczeniu
szczegółowego zapisu nutowego. Na „Discretion” muzyka sprawia wrażenie
bardziej zaplanowanej, nieskupiającej się li tylko na czysto
emocjonalnym przekazie. Rzecz jasna nie brakuje znakomitych
improwizacji, ale przecież i muzycy doskonali. Dziś każdy z nich to
gwiazda w pokoleniu młodej generacji artystów Nowego Jorku. Po raz
kolejny muszę zwrócić uwagę na perkusistę. Jim Black to mój faworyt,
nieodmiennie zachwyca mnie jego niezwykła wrażliwość rytmiczna i
melodyczna. Chwilami gra w tak bardzo wyrafinowany i
wielopłaszczyznowy sposób, że nie potrzeba nic więcej, aby z głośników
popłynęła najwspanialsza muzyka. Pomimo, że mamy do czynienia z płytą w jakiejś mierze tkwiącą w poprzednich dokonaniach Bloodcountu, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nowa propozycja Berne’a ma w sobie jakąś niespotykaną wcześniej siłę. Jego gra nabrała rozmachu, stała się znacznie bardziej stanowcza, nacechowana własnymi, oryginalnymi pierwiastkami zupełnie tak, jakby teraz, po uzyskaniu pełnej swobody stanowienia o swojej karierze, uaktywniły się wcześniej nie do końca aktywne czynniki. Nowy Berne jawi mi się jako artysta nareszcie wypowiadający się takim językiem, jakim chciał od lat. Czuć w nim silnego lidera, który doskonale wie, gdzie ma podążać jego muzyka, ale który jednocześnie nie jest ciężarem dla pozostałych członków swojego zespołu. W graniu Bloodcount tkwi siła i energia i w znacznej mierze jest to zasługa, znajdującego się w fantastycznej formie, Berne’a. |
|
|||
|
|
|
|