Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Berne, Tim / Ducret, Marc / Rainey, Tom

Tytuł: Big Satan

Wytwórnia: Winter & Winter

Numer katalogowy: 910 005-2

Recenzował: Maciej Karłowski

 

 

 

 

 

Z tą płytą miałem okazję obcować najdłużej. Nie będę ukrywał, że stosunek do niej zmieniałem co jakiś czas. Nigdy nie było tak, że materiał ten nie podobał mi się w ogóle. Bez wdawania się w szczegóły poprzestańmy na stwierdzeniu, że być może wcześniej nie byłem jeszcze gotowy na muzykę Berne’a. Właściwy moment powtórzenia sobie muzyki z płyty „Big Satan” nadszedł, kiedy dostałem do recenzji opisywane wcześniej dwie jego ostatnie pozycje, recenzowane również w tym numerze. Słuchając „Big Satan” z perspektywy ostatnich płyt Berne’a odbieram ją inaczej niż dawniej.

Muzyka zawarta na tym albumie jest zapowiedzią tego, co mamy na ostatnich płytach. Już tam pojawia się, choć może jeszcze nie tak dobitnie, sygnał, że w muzyce Berne’a przyszedł czas na wypowiedzi odważne i zdecydowane. Być może szacowny Stefan Winter nie był gotowy przyjąć tej nowej muzyki. Możliwe, że to zbieg okoliczności, ale skąd ta nagła informacja o odejściu ze stajni Wintera i założeniu własnej firmy płytowej i wydaniu w pierwszej kolejności trzech płyt z własną muzyką? Skąd ponadto owa ciągłość stylistyczna między „Big Satan” a następnymi? Tak czy inaczej, „Big Satan” stanowi, w moim odczuciu, zapowiedź drogi, którą obrał Berne na ostatnich płytach. Zmiany widać postępowały szybko, bowiem poszczególne tytuły dzieli jedynie kilka miesięcy.

Oprócz lidera usłyszymy tu Marca Ducreta - gitary i Toma Raineya - perkusja. Nietypowe to trio, ale przyznam szczerze, ani przez chwilę nie odczułem, że czegoś w nim brakuje. Pełna integracja brzmienia. Nieczęsto słyszy się muzykę łączącą tak spójnie zupełnie nieoczekiwane zestawienie instrumentów. Wszystko to zaś zrobione jest nie dla taniej oryginalności.

W zespole panuje znaczna swoboda, a uwolniony od pełniącego rolę kotwicy kontrabasu Rainey pokazuje, że jest muzykiem ze wszech miar zdolnym zapewnić reszcie nie tylko wyrafinowanie i perkusyjną kolorystykę, ale także i solidną podstawę rytmiczną. Liderem jednak jest Berne. On dostarcza najwięcej impulsów. Gra mocno, bez obawy wpłynięcia na mieliznę, a że ma obok siebie Ducreta, któremu natura też nie poskąpiła talentu i wyobraźni, mamy okazję słuchać muzyki na bardzo wysokim poziomie. Cały czas toczy się tu spór o proporcje, granice miedzy tym, co z góry ustalone i tym, co powstaje w wyniku improwizacji. Spór ten nie jest jeszcze rozstrzygnięty, ale w jego konsekwencji powstaje muzyka o znacznej sile wyrazu, z którą nie da się zaprzyjaźnić od pierwszego spotkania.

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.