|
|
O muzyce:
Prostota, subtelność, ogromna kultura muzyczna i nuta nostalgii, która
‘dopada’ nas od pierwszych dźwięków ‘Where Is There’. Nie sposób przejść
obojętnie obok tej muzyki, można oczywiście nie lubić tego typu wrażliwości
i podejścia do muzycznej materii, ale nie można nie docenić kompozytorki jak
i muzyków. We współczesnym świecie, gdzie praktycznie każdy próbuje lansować
siebie, Myriam Alter trochę z pozycji ‘pasażera’ nagrywa dopiero trzecią
autorską płytę. Pomimo studiów muzycznych w klasie fortepianu (choć jest
również psychologiem), nie gra na swoich płytach. Powierza zadanie wybitym
muzykom wywodzącym się zresztą z różnych muzycznych kultur. Kto wie czy to
nie stanowi o sukcesie belgijskiej kompozytorki, dystans do swoich nagrań i
szukanie jak najlepszych rozwiązań brzmieniowych. Już poprzedni album ‘If’
zachwycił, szczególnie zjawiskowym współbrzmieniem bandoneonu (Dino Saluzzi)
i klarnetu (John Ruocco). Tym razem na pierwszym planie mamy cudownie
brzmiącą wiolonczelę (Jaques Morelenbaum) i klarnet. Skład uzupełniają
Pierre Vaiana na sopranie, basista Greg Cohen, pianista Salvatore Bonafede
oraz perkusista Joey Baron. Myriam Alter stworzyła osiem tematów, niezwykle
zgrabnie poruszając się między klasyką, muzyką orientalną, żydowską czy
hiszpańską. Nie ma znaczenia, których elementów jest więcej, ma znaczenie,
że wypływa prosto z serca. Czekam na chwilę, kiedy ktoś zdecyduje się
zaśpiewać utwory Myriam Alter. *****
O dźwięku:
O ile poprzedni album został nagrany w ‘Avatar’ w NYC, to tym razem
postawiono na Studio Zerkall w Niemczech i doświadczenie Waltera Quintusa
(pracował z E. Claptonem, J. Brucem, J. Garbarkiem, P. Methenym, J.
Zawinulem i wieloma innymi artystami z całego świata). Brzmienie jest
‘ciepłe’, brak tu dysonansów i chropawości. Najważniejszy jest bowiem
klimat, melancholia i barwa poszczególnych instrumentów. Gwarantuję, że
delektowanie się tą płytą nie zakończy się po pierwszym przesłuchaniu! ***** |
|