|
|
Muzyka: *****
Realizacja: ****1/2
Na jazzowej scenie jest postacią szczególną: w dojrzałym wieku, z dopiero
trzecią płytą autorską, nie gra, a komponuje na małe składy. Ujmuje pięknem
wizji muzycznych, czym przyciąga do współpracy najwybitniejszych muzyków.
Działa kameralnie w Belgii, nagrywa co parę lat, cyzeluje aranżacje swych
cacuszek, w których znajduje odbicie kultury jej hiszpańsko-żydowskich
przodków. Niezwykle śpiewne i taneczne melodie, napisane przez Alter, brzmią
swojsko, jakbyśmy je już kiedyś słyszeli, ale po przeanalizowaniu szybko
reflektujemy się, że nie są to plagiaty. Rzewna prostota, jaka towarzyszy
pięknym piosenkom, widać gdzieś tkwi w naszej podświadomości, a Alter
posiada dar przekładania na język pięciolinii tych niezapisanych jeszcze
piosenek, które czekają na wybudzenie. Doznajemy wtedy swoistej iluminacji,
bo ileż to jest piękna w wysublimowanej prostocie. Być może, nie
popadalibyśmy w taki zachwyt, gdyby nie udało się ponownie skompletować
zespołu wielkich indywidualności, grających jak jeden. Z poprzedniej sesji
przypomnieli o sobie: grający z uduchowieniem na klarnecie – John Ruocco
(Belgia), wielki esteta perkusji i niespokojny duch w jednym – Joey Baron
(USA) i jego niezawodny kompan, kontrabasista – Greg Cohen (USA). Na sesję
przybył z Brazylii legendarny wiolonczelista Jacques Morelenbaum, a z Włoch
młody talent fortepianu Salvatore Bonafede, którzy nie mieli najmniejszych
kłopotów z wczuciem się w magiczną atmosferę. Zmieniają się
instrumentaliści, zmieniają producenci, a unikalna aura niezmiennie
towarzyszy muzyce Alter. |
|