|
|
Muzyka: ****
Abou-Khalil jawi się jako silna osobowość artystyczna. Od lat uprawia fuzję
muzyki arabskiej i jazzu, a swe kolejne dyski opakowuje w srebrzące się
okładki ze stylizacją na granicy kiczu. Libański wirtuoz lutni arabskiej (oud)
tym razem ograniczył skład do kwartetu: Armeńczyk Gevorg Dabaghyan gra na
duduku (tradycyjny instrument stroikowy przypominający obój), Francuz Michel
Godard na serpencie (ustnikowy instrument blaszany szczególnie popularny w
XVIII-wiecznej Francji), oraz Amerykanin Jarrod Cagwin na perkusjonaliach
(mistrz na jednostronnie obciąganych bębnach obręczowych używanych w pasie
od Indii po Maroko). Podczas stałego pobytu i studiowania muzyki w
Niemczech, Abou-Khalil nasiąknął europejską tradycją, co znalazło
odzwierciedlenie w tym osobliwym składzie instrumentalnym i choć pozostał
muzycznym ambasadorem Bliskiego Wschodu, to niemal każda jego płyta jest
rodzajem wędrówki wokół Morza Śródziemnego. Niniejszej wędrówce przewodzi
tęskne zawodzenie Dabaghyana na duduku. Dość wyważony oud plasuje się na
drugim miejscu, mimo, że lider potrafi grać na nim z biegłością, mogącą być
wzorem dla niejednego jazzowego gitarzysty. Na jeszcze dalszym planie skryty
jest serpent, który dość cicho pomrukuje w tle i rzadko błyśnie solo (ma
znakomity dialog z dudukiem w utworze tytułowym). Pełnią swobody cieszy się
natomiast Cagwin, który prowadzi inteligentne dialogi nie zapominając o
dbałości o szkielet rytmiczny. Choć niektórym utworom nadano zabawne tytuły,
cała materia muzyczna została spowita melancholią. |
|