|
|
Płytą Muhala Richarda Abramsa zatytułowaną „One Line Two Views” pragnę
powitać na naszym rynku płytowym nową firmę New World Records, taką bowiem
nosi ona nazwę, ma swoją siedzibę w Nowym Yorku i zajmuje się, w największym
skrócie, prezentacją muzyki amerykańskiej. Jest więc w niej miejsce nie
tylko dla jazzu, ale także muzyki współczesnej i etnicznej. Szersze
omówienie jej historii i polityki mam nadzieję nastąpi już wkrótce.
Teraz zajmijmy się płytą „One Line, Two Views”. Nie należy ona do nowości,
choć dla artystów takich jak Abrams trzy lata wstecz to jeszcze nie
historia. Dotychczasowe dzieła tego wybitnego pianisty, kompozytora i
animatora jazzu rodem z Chicago ukazywały się dla włoskiego Black Sainta, a
więc zdobycie ich nastręczało w Polsce bardzo wielu trudności, kiedy zaś
przeszedł do New World rec. sytuacja stała się niemal beznadziejna.
Zainteresowania M.R. Abramsa, szczególnie w ostatnich latach, oscylują
często wokół projektów pomyślanych na duży skład. Tak jest i tym razem. W
gronie towarzyszących mu instrumentalistów znajdziemy kilka „dużych”
nazwisk, jak np. Mark Feldman - skrzypce, Marty Ehrlich - saksofon altowy,
klarnet basowy. W stosunku do wcześniejszych pozycji wystąpiły także pewne
nowości aranżacyjne i instrumentacyjne. Pojawiły się harfa i akordeon, co
nadało muzyce zdecydowanie odmiennego kolorytu. Odnoszę wrażenie, że
brzmienie całości stało się lżejsze, a konstrukcje poszczególnych utworów są
bardziej swobodne. Pomimo to jednak, tak jak to działo się do tej pory,
Abrams proponuje muzykę wymagającą sporej koncentracji i niedającą się łatwo
zdefiniować. Z jednej strony mamy tu kompozycje oparte w znacznej mierze na
silnych korzeniach rytmicznych („ThePrism 3” czy „11 over 4”), innym razem
zaś główne idee koncentrują się na zbudowaniu oryginalnego brzmienia poprzez
zestawianie ze sobą różnobrzmiących instrumentów i wydobywanie z nich całej
gamy dźwiękowych barw, aby w finale zamykającego płytę „Ensemble Song”
sprowadzić całą tą znakomitą artystycznie kreację do źródłowego dla muzyki
czarnych Amerykanów bluesa.
Mam wrażenie, że muzycy poruszają się tu po terytorium nie do końca ściśle
określonym, ale posiadającym prawie zawsze zaznaczone zarówno szkielet, jak
i ogólne granice. Inwencja zaangażowanych w ten projekt artystów pozwala
wszak na dużą ilość bardzo ciekawych improwizacji i zaskakujących zwrotów
melodycznych. Pod względem świadomości muzycznej poszczególnych
instrumentalistów, jak i stopnia wpływu na końcowy kształt dzieła 10-osobowa
orkiestra Muhala Richarda Abramsa może przypominać nieznacznie tak zwane
composers orchestras, czyli grupy składające się z muzyków czynnie
komponujących, bądź też zainteresowanych zagadnieniem kompozycji. Z tego też
powodu jak sądzę muzyka na „One Line, Two Views” jest pomimo ogromnego
zróżnicowania niezwykle spójna brzmieniowo i koncepcyjnie.
Dla miłośników inspirujących koncepcji i niesztampowych rozwiązań muzycznych
„One Line, Two Views” wydaje się być pozycją obowiązkową. Wielbiciele osoby
M.R. Abramsa w ogóle nie będą potrzebowali w tym wypadku żadnych
rekomendacji. Pragnę jednak szczególnie mocno polecić ją wszystkim tym,
którzy stracili wiarę w stare chicagowskie środowisko awangardowe.
|
|