|
|
Środowiska krytyków światowego jazzu są w niektórych sytuacjach niezwykle
zgodne. Wyróżniają niektóre płyty, nie tyle klasycznie pojętymi nagrodami
ile przyznają im status pozycji ponadczasowych, mających doniosły wpływ na
kształt muzyki jazzowej w ogóle. Do tego prestiżowego grona zaliczają się
płyty tak wielkich i nieprzemijających gwiazd jazzu jak Louis Armstrong,
Duke Ellington, Charlie Parker, Miles Davis, John Coltrane czy Ornette
Coleman albo Charlie Mingus. Grono to jednak jest znaczenie większe i nie
składa się tylko z wykonawców tak popularnych. Są tam również muzycy, o
których dowiadujemy się nieco uważniej przeglądając historię gatunku, a
których zasługi określa się tę samą miarą co w/w twórców. Do takiej grupy od
wielu lat zaliczana jest płyta „Spiritual Unity” amerykańskiego saksofonisty
tenorowego Alberta Aylera, uważanego za jednego z najważniejszych kreatorów,
proroków i duchowych ojców free jazzu lat 60. Muzyka Alberta Aylera była
zaprzeczeniem jego osobowości i usposobienia na co dzień. Aż trudno
uwierzyć, że za feerię rozbuchanych, przepełnionych piskami i przedęciami
dźwięków saksofonu tenorowego „odpowiedzialny” był człowiek niezwykle
skromny, uduchowiony, łagodny i pełen religijnego wręcz skupienia.
Jego największe płytowe dokonania wydane zostały pierwotnie przez Bernarda
Stollmana z małej niezależnej wytwórni ESP Disk. Właściwie nie bardzo wiem
cóż nowego można napisać o tej legendarnej sesji. Że są znakomite, i
powszechnie uznane – to wszystko już wiemy od lat. Wiemy też, że Ayler swoją
grą przyczynił się do przełamania kolejnych granic saksofonowej sztuki, że
poszerzył zasób jazzowego słownictwa, zaś jako improwizator miał czynny
udział w tworzeniu tego, co dziś uznawane jest za improwizatorską bazę. Jego
koncepcja muzyczna i sposób jej realizowania najlepiej słyszalny jest
właśnie na omawianej płycie, powstałej po powrocie do USA, świeżo po odbyciu
służby wojskowej w Europie i krótkotrwałym pobycie w Danii. W Nowym Jorku
Ayler znalazł najbardziej odpowiednie medium do realizacji swych
artystycznych pomysłów. Kluczowa wydaje się tu być sekcja rytmiczna i jej
sposób podawania rytmu, daleki od afrykańskiej motoryczności, a nawet od
tradycyjnego mainstreamowego beatu. Duet Peacock / Murray okazał się
znakomicie rozumieć melodyczne skłonności gry swego lidera oraz jego
szczególną atencję dla niuansów brzmieniowych i przepływu emocji wewnątrz
poszczególnych kompozycji. Elementy duchowych, filozoficznych i religijnych
napięć to klucz do zrozumienia muzyki ze „Spiritual Unity”. Sam Ayler nawet
radził, aby słuchać jego dokonań nie koncentrując się na dźwiękowej
analizie, lecz na całości sonorystycznej aury i ogólnym brzmieniu utworów.
Kiedy uda nam się zredukować rozdrażnienie spowodowane niezaprzeczalną
surowością i naturalizmem jego gry, usłyszymy wówczas wiele wspaniałych
przejmujących melodii i obezwładniającą siłę boleśnie szczerej wypowiedzi
stanowiącej przepustkę do niezwykle bogatego świata muzyki jednego z
najważniejszych saksofonistów i twórców nowoczesnego jazzu.
|
|