Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Atzmon, Gilad & The Orient House Ensemble

Tytuł: Nostalgico

Wytwórnia: Tip Toe

Numer katalogowy: 888842

Recenzował: Bogdan Chmura

 

 

 

 

 

Gilad Atzmon pochodzi z Izraela, skąd, jako 20 latek, wyjechał do Londynu studiować filozofię. Zaistniał tam także jako saksofonista i producent muzyki pop. Pod wpływem współpracy z grającym na perkusji Asafem Sirkisem (obecnym i na tej płycie) zainteresował się muzyką etniczną swoich rodzinnych stron, a także Turcji, Bałkanów, Włoch i Europy wschodniej; założony przez Atzmona The Orient House Ensemble specjalizuje się w tworzeniu subtelnej mieszanki jazzu z elementami folkloru z różnych zakątków świata.
Na „Nostalgico” Atzmon sięga przede wszystkim do najświetniejszych zasobów historii jazzu, okresu nazywanego przez niektórych „złotą erą”. Jest to jednak nawiązanie dość specyficzne; artysta adaptuje pojedyncze tematy, motywy, brzmienia i buduje z nich zupełnie nową jakość (nie mamy tu więc do czynienia z jakąkolwiek stylizacją). Przykładem techniki działania lidera może być utwór 20th Century, który jest jak gdyby „mixem” It Ain`t Necessarily So Gershwina, Caravan Ellingtona i Mack the Knife Weila. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że stosowane przez Atzmona środki są dość tradycyjne; artysta w żadnym stopniu nie odnosi się do najnowszych trendów polegających na skutecznym mieszaniu wszystkiego ze wszystkim.
Szacunek dla tradycji pozostaje, co nie przeszkadza Atzmonowi dobrze się bawić (w tym i trochę jednak mieszać); w ogóle pastisz, humor (zawsze w najlepszym gatunku) i tytułowa nostalgia są ważnymi wątkami (i walorami) płyty. Obok różnych odcieni jazzu, bardzo wyraźnie zaznaczony jest element etniczny, który przejawia się głównie w sposobie gry Atzmona na klarnecie. Momenty te widoczne są nie tylko w utworach lidera, ale i np. w muzyce Ellingtona (In a Sentimental Mood). Sposoby artykulacji, akcentuacji, rozwiązania „skalowe”, rytmiczne i różne rodzaje ekspresji „wypatrzone” w muzyce etnicznej niezwykle ożywiają zarówno grę Atzmona jak i cały album; najciekawsze jest jednak to, że wciąż mamy do czynienia z bardzo solidnym jazzem.
Jako saksofonista Atzmon jest wytrawnym artystą swobodnie poruszającym się w tradycji jazzu (echa muzyki Getza, Konitza, Coltrane’a). Jest to jakby jego „środowisko naturalne”, choć przez cały czas wydaje się, że on sam ustawia się gdzieś ponad, nie jest emocjonalnie, by tak rzec, związany z żadną określoną stylistyką. Wrażenie takie powstaje także na skutek obecności w jego grze pewnego dystansu, cudzysłowu, skłonność do groteski, parodii, nawet kiczu. W ogóle muzyka na płycie nie jest jednoznacznie zdefiniowana. Atzmon przez cały czas nas zaskakuje. Dzieje się tak zwłaszcza w finale płyty, gdzie artysta udowadnia słuchaczowi, że potrafi jeszcze inaczej. Prawdziwy „koniec i bomba...”

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.