Recenzje

 

 

 

Wykonawca: Anderson, Ray Lapis Lazuli Band  

Tytuł: Funkorific

Wytwórnia: Enja Winckelmann

Numer katalogowy: ENJ 9340-2

Recenzował: Marek Romański

 

 

 

 

 

Pheromonical, Runnin’ Round, Mirror Mirror, Damaged But Good, Hammond Eggs, Monkey Talk, I’m Not a Spy, Funkorific, Willie & Muddy

Muzycy: Ray Anderson, tb; Amina Claudine Myers, piano, Hammond, voc; Jerome Harris, g; Lonnie Plaxico, b; Tommy Campbell, dr

 Mimo tytułu płyta Andersona, jednego z najciekawszych współczesnych puzonistów, niewiele ma wspólnego z funkiem, w znaczeniu, jaki mu się dzisiaj najczęściej nadaje, tj. jazzrockowych ósmawek. Funk w tytule nawiązuje do innego znaczenia tego słowa, którym w latach 60. określano komunikatywną muzykę opartą na mocnym rytmie, o beztroskim ludycznym charakterze (nawet jeśli występowały w niej elementy gospel), czasem nawiązującą w harmonii do bluesa, do której wykonywania często wykorzystywano organy Hammonda i gitarę. Także i tutaj słyszymy te instrumenty.

Pierwsze skojarzenie: ogromnie sympatyczna płyta, doskonale zaaranżowana (soczyste dwugłosy puzonu i gitary, Hammonda i puzonu itd., Damaged But Good jak z filmów Hitchcocka) i wykonywana przez dojrzałych profesjonalistów, którzy już tyle umieją, że nie muszą zachowywać śmiertelnej powagi. Muzyka przesiąknięta autentyzmem, radością tworzenia i bluesem - w znaczeniu spontaniczności i bezpretensjonalności w wyrażaniu uczuć (choć blues jest tu oczywiście obecny także w formie i to wielokroć). Wielką siłą podobnej muzyki jest promienny klimat, kiedy to mimo braku przyprawiających o zawrót głowy, pełnych harmonicznych meandrów improwizacjii grania „po czarnych", słucha się jej bez znużenia. Sprawdza się najważniejsza zasada w jazzie: nieważne co, ważne jak. Anderson nie stara się udziwniać, a mógłby, bo w swej karierze nie raz przemieniał się w krwiożerczego muzyka freejazzowego. Jeżeli ta jego cząstka muzycznej osobowości się uwidacznia, to przede wszystkim w doborze brzmień, często dość nieortodoksyjnych, różnych pomrukiwań i pohukiwań albo dwudźwięków powstających przez śpiewanie w instrument itd. Osobna sprawa to jego produkcje wokalne. Jak to dobrze, że instrumentaliści lubią sobie czasem pośpiewać, bo wydobywają z siebie dźwięki, na które żaden szanujący się profesjonalny wokalista nigdy by się nie odważył. Już sam śpiew Andersona tekstu piosenki w Monkey Talk sprawia, że sztywniejemy; co dopiero jego popis bez słów w tym samym utworze - chyba najśmieszniejszy scat, jaki słyszałem, skrzyżowanie Myszki Mickey z kotem marcowym. Podobnie bawi temat Hammond Eggs, który rzeczywiście brzmi tak, jak gdyby Hammond Myers znosił jajka. Ale niech przez to uwypuklenie humoru w nagraniach Andersona nie przepadnie rzecz najważniejsza: „Funkorific" to jak najprawdziwszy, „poważny" jazz, tyle że grany z ogromną radością. Całe szczęście, że takie płyty jeszcze powstają.

 

 

 

 

.: A : B : C : D : E : F : G : H : I : J : K : L : M : N : O : P : Q : R : S : T : U : V : W : X : Y : Z :.