|
|
Recenzje |
|
|||
|
|
|
|
|||
|
|
Ralph
Alessi to doskonały trębacz, znany państwu zapewne z projektów
innych muzyków, które wspomagał swoim niezaprzeczalnym talentem.
Mnie, jak do tej pory, nie zdarzyło się trafić na jego solowe
dokonania, nie podają ich również płytowe przewodniki, ani inne
tego typu publikacje. Z tym większym więc zainteresowaniem przystąpiłem
do odsłuchania omawianej płyty.
„Hissy Fit”, jak zwraca uwagę Alessi w krótkiej notce
wewnątrz książeczki, zawiera muzykę, która nie była nagrywana
wcale z myślą o wydaniu jej na płycie kompaktowej. Chodziło raczej
o rejestrację pewnego muzycznego zdarzenia, utrwalenie chwili twórczego
uniesienia, jakie zdarzyło się podczas koncertów w Bop Shop w
Rochester oraz podczas domowej sesji nagraniowej. Alessiemu
towarzyszyli wtedy Peter Epstein - saksofony, Hank Roberts -
wiolonczela, Shane Endsley - perkusja i głos oraz Carl „Kokayi”
Walker - głos. Większość kompozycji zawartych na płycie tkwi w stylistyce dość swobodnej improwizacji, niepozbawionej jednak formalnych ograniczeń. Gdyby całość muzycznej propozycji rozważać w kategoriach niezobowiązującej rejestracji, czyli tak, jak wspomina Alessi, wówczas wrażenia określiłbym jako intrygujące. Mamy bowiem okazję posłuchać jak muzycy podchodzą do procesu improwizacji, którędy biegnie ich artystyczna wrażliwość, w jak wielu kierunkach zmierza ich muzyka i na ile jej ostateczny kształt związany jest ze świadomością barwy i brzmienia poszczególnych instrumentów. Kiedy jednak spojrzymy na rzecz jak na próbę zaprezentowania jakiejś konkretnej koncepcji, czy zwartej stylistycznie wypowiedzi, to sytuacja staje się mniej ciekawa. Płyta zawiera wiele wspaniałych momentów, jest jednak nierówna i to stanowi jej słabość. |
|
|||
|
|
|
|