|
|
Recenzje |
|
|||
|
|
|
|
|||
|
|
Ralph
Alessi, jak sądzę, nie jest zbytnio nikomu znany. Przedstawiana płyta
jest pierwszą jego płytą solową. Dotychczas dał się poznać jako
muzyk związany z kręgiem M-Base'owym, grywał bowiem ze Stevem
Colemanem, Ravi Coltranem, Uri Cainem - ostatecznie w koncertowym
wykonaniu "Primal Light", czyli mahlerowskiego materiału
Caine'a zastąpił Davea Douglasa. Z nim też czesto, z uwagi na sposób
zadęcia i ogólną technikę gry na trąbce jest porównywany.
"Hissy
Fit" to materiał z jakiegoś przedstawienia, performance'u - i
to słychać. Niemniej jednak powiedzieć o tej płycie, że jest ona
ilustracyjna jest niezmiernie krzywdzące. Utwory zawarte na niej nie
mają wiele wspólnego z jazzem, a przynajmniej z jazzem środka, choć
przez wielu odbiorców płyta będzie jako jazzowa postrzegana.
Mniejsza o to. Ważnym jest, że jej słuchanie sprawia niekłamaną
przyjemność. Dawno już nie posłuchałem płyty, która tak wciąga.
Utwory mają jakąś narkotyczną moc, atmosferę przypominającą
najlepsze dokonania Bauhausu czy nawet Can, czy Kraftwerku, wyczuwa się
też pewne skojarzenia z no wavem. Być może dzieje się tak z uwagi
na udział w nagraniu Carla "Kokayi" Walkera (voice), który
podobnie melodeklamuje tekst jak to się działo właśnie w
dokonaniach z tamtego okresu. Podobna atmosfera, narkotyczny głos, który
coś-tam mówi, mniejsza o tekst, którego słuchanie wprowadza, czy
ma wprowadzić w jakiś trans (utwór "My Worst Habit",
"The Mentor"). Być może to motoryczna perkusja, mocno kłująca
uszy w każdym niemalże utworze ("Irony", "The
Mentor"). Jest też granie swobodnie improwizowane ("My
Worst Habit" - tu Alessi najbardziej przypomina mi Douglasa), także
nawiązującego do free jazzowego idiomu ("Ornette's Advice").
Umiejętności
instrumentalne pozostałych muzyków są wyborne - solo, zapomnianego
nieco w czasach miłościwie panującego nam Erika Friedlandera -
Hanka Robertsa w utworze "Ice Man" jest po prostu wyborne.
Niczego złego nie można powiedzieć o kompetencjach Petera Epsteina
grającego na saksofonach.
Sam
Alessi - powoli staje się jedną z nadziei współczesnej muzyki
improwizowanej z jazzowym rodowodem. Gdy zamiary Dave’a Douglasa
oscylują w kierunku innej, nie jazzowej muzyki (czego jak dotąd
wydanymi w tym roku płytami nie potwierdził), Alessi i Cuong Vu
(uwaga niedawno ukazała się jego nowa płyta) być może stanowią
przyszłość jazzowego grania na trąbce. W każdym bądź razie
nagrania z płyty "Hissy Fit" o tym przekonują. Nie chcę się powtarzać, ale doprawdy znakomita to płyta, zmuszająca wciąż do ponownego słuchania. |
|
|||
|
|
|
|