|
|
Recenzje |
|
|||
|
|
|
|
|||
|
|
Abrams jest
jednym z wielu wybitnych muzyków, którzy w Polsce są prawie w ogóle
nieznani. W moim przekonaniu winę za ten stan rzeczy ponoszą
luminarze Polskiego Radia, którzy wciąż prezentują tych samych
wykonawców i te same utwory. Abrams nie jest zatem popularny, nie
jest nawet znany. Szkoda, bowiem zasługuje na szersze uznanie.
Niestety też dosyć utrudniony jest dostęp do jego płyt, a nadto
jeszcze brak jest oceny tych płyt, stąd nie wiadomo, które są
warte uwagi, a które znacznie gorsze.
Tym
razem nie ma wątpliwości - "One Line, Two Views" jest jedną
z lepszych w dorobku, tego interesującego muzyka, kompozytora i aranżera.
Abrams jest kolorystą. Jest muzykiem mającym własne wyobrażenie o
dźwiękach, jakie składają się na idiom jazzu - drogą tą podąża
od lat. Muzyka Abramsa jest zatem skrząca się tysiącem braw i
odcieni, gdy trzeba ostra we free jazzowych kotłach, gdy trzeba łagodna
jak twórczość romantyków. Aby osiągnąć ten cel, na płycie
zgromadzeni zostali wybitni instrumentaliści. Na trąbce gra Harry
Allen - mało popularny trębacz, a szkoda. Jego zmysł melodyczny,
improwizatorski stoi na najwyższym poziomie, biegłość techniczna
jest bez zarzutu, ale to ostatnie to truizm, przy obecnym poziomie
muzyków. Saksofon altowy, klarnety obsługuje znany już chyba Państwu
Marty Ehrlich, muzyk od lat związany z nowojorską awangardą,
kontynuator idei Dolphy’ego. Do tego jeden z najwybitniejszych
obecnie skrzypków jazzowych - Mark Feldman. I znany z kręgów
awangardy wibrafonista Bryan Carrott. I jeszcze słyszany ostatnio w
kapeli Threadgilla akordeonista Tony Cedras. To właśnie z połączenia
wybitnych kompozycji, oraz umiejętności poszczególnych, wybitnych
przecież muzyków, tworzy się ta muzyka. Przepiękne współbrzmienia,
z rzadka spotykane w muzyce w ogóle, a w jazzie w szczególności. Bo
kiedy ostatnio słyszeliście połączenie wibrafonu i akordeonu?
Wibrafonu i skrzypiec? Dwóch klarnetów basowych i kontrabasu?
Fortepianu rodem z Chopina i akordeonu? Takie zestawienia kojarzą się
raczej z inną, i nie jazzową muzyką, a tu zestaw rodem z innej
bajki, a muzyka - dla mnie to jest jazz. I mam nadzieję, że także
inni amatorzy jazzu zapoznają się z tą muzyką i zaakceptują ten
rodzaj dźwięków, ten rodzaj ekspresji i niewątpliwego piękna,
jakie zawarte jest na tej płycie. Truizmem jest mówić o
kompetencjach wykonawczych, ale podporządkowani reżimowi Abramsa
muzycy grają doprawdy wspaniałe dźwięki (ot, choćby sola Allena,
Carrotta i Ehrlicha w utworze drugim zwieńczone minimalistycznym
solem lidera). Piękna, barwna (dodajmy w jasnych barwach odmalowana) płyta. Gorąco polecam, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do innych płyt Abramsa, ta w Polsce jest stosunkowo łatwo dostępna. |
|
|||
|
|
|
|